Wpis numer 016 – Gimnazjum, gimnazjum i po gimnazjum.
I oto nowy rekord: niemal miesiąc bez żadnej notki. Natłok spraw osobistych, szkolnych oraz najzwyklejszy przypływa lenistwa uniemożliwiły mi pisanie. Ale jako że mam chwilę oddechu, wracam do pisania. Jutro i pojutrze pojawią się jeszcze dwie notki, aby jakoś wynagrodzić Wam, moim czytelnikom, tą długą przerwę. A teraz do roboty.
Nareszcie ciepło. Słońce grzeje, wszystko kwietnie, ptaszki wkurzają swoim ćwierkaniem, a ja po raz kolejny napawam się kwiczeniem niektórych grup ludzi w naszym kraju. Nie mam tu na myśli maturzystów, ponieważ Ci nie ma mają na co narzekać, lecz absolwentów jakże cudownej instytucji jaką jest gimnazjum. Jak wiadomo, około dwa tygodnie temu pisali oni testy gimnazjalne, które są najważniejszym elementem rekrutacji do liceów, decydują o przyszłości uczniów i tak dalej, ble, ble, ble. Wszyscy to wiemy. Ale jak co roku, niczym bumerang oraz nuda, wraca temat poziomu trudności tytułowych egzaminów. Więc i ja dorzucę swoje 3 grosze.
Część humanistyczna jako pierwsza: banał. MEN najwyraźniej mocno wzięło sobie do serca wpadkę z wypracowaniem gimnazjalnym mojego rocznika (przypomnę: wypracowanie na temat lektury, czego nikt się nie spodziewał)i postanowiło całkowicie odpuścić sobie jakiekolwiek wymagania wobec uczniów. Praca na temat wybierania szkół to absolutny banała, wystarczy opisać swoje własne przeżycia. Cała reszta zadań nie była trudna, lecz jedna rzecz mi się baaardzo podobała. Mianowicie, pod 4 tekstem źródłowym było zadanie, aby streścić podany tekst W PIERWSZYM ŹRÓDLE. Oczywiście nie było to podkreślone, więc część zdających od razu rozpoczęła swój lament że jak to tak i w ogóle. Sory, ale jeżeli jest to dla was problem, to życzę powodzenia w liceum.
Cześć matematyczno-przyrodnicza natomiast była… dziwna. I nie chodzi tu już nawet o legendarne „radioaktywne” biedronki (zainteresowanych odsyłam do testów w Internecie) lecz o główną tematykę, którą był węgiel, geologia i to, na czym człowiek spał w gimnazjum. Czy egzamin nie powinien skupiać się bardziej na matematyce, może fizyce i umiejętności korzystania z danych, wzorów, przekształcania i tak dalej? Ok, rozumiem, że przyrodniczy też, ale bez przesady. Można dać coś prostszego, niż pytanie: „co tworzy się najwcześniej i najpóźniej” a do wyboru dwa rodzaje węgla, torf i coś tam jeszcze. A nawet jeżeli nie prostszego, to najbardziej na myślenie i spryt. No ale cóż, węgiel ważny jest, tak jak Śluńsk, więc nie ma co gadać.
Późno już, cza kończyć. Matury wejdą na warsztat trochę później, po historii dopiero. A na koniec piosenka zespołu, którego nie lubię zbytnio, lecz ten akurat kawałek mi przypadł do gustu.
http://www.youtube.com/watch?v=d0XeglGbrxI&feature=related
Meldunki